
Zbójniccy hetmani Klimczakowie pojawiają się w aktach sądowych sporadycznie. Nie wiadomo nawet czy byli ze sobą spokrewnieni. Najwięcej wiadomo o Mateuszu, którego uwieczniły akta sądowe żywieckie, oświęcimskie i bielskie. Wiadomo też, że urodził się w Lipowej leżącej u wschodnich podnóży Skrzycznego (1257 m). Schwytano go w Mikuszowicach Śląskich, a stracono w Oświęcimiu. Sporo informacji zachowało się też o Wojciechu, podobnie jak Mateusz powieszonym na haku za żebro w Oświęcimiu.
Kolejny zbójnicki harnaś — Martyn Portasz — określany jest w źródłach jako hetman zbójców daleko słynący. Jego kompania grasowała zarówno w Beskidzie Żywieckim, jak i w Kisucach oraz graniczącej z nimi Orawie. Pochodził prawdopodobnie ze Starej lub Nowej Bystrzycy, wsi położonych nad Bystrzycą, lewym dopływem Kisucy. W tym rejonie rozpoczął prawdopodobnie swoją zbójnicką karierę. Kiedy w 1688 roku pojawił się w okolicach Żywca, dowodził dobrze zorganizowanym i licznym towarzystwem. Jak wynika z zapisów w kronice żywieckiej, opuścił wkrótce swoją kompanię i w następnych miesiącach „…z bratem Pawiem miasta wielkie we Węgrzech, w Rakuszach, Czechach i we Śląsku obchodził”. Zasłynął z bezwzględności i okrucieństwa. Było to prawdopodobnie powodem, że pomogli go ująć chłopi, sprzyjający z reguły zbójnikom. Wyruszyli oni w pościg za harnasiem i pod koniec grudnia znaleźli ukrywającego się zbójnika w szałasie na polanie Srubita w rejonie Wielkiej Raczy. Pojmano go wraz z bratem i jednym kompanem. Uwięzionego w zamku w Żywcu pilnowało aż 300 mieszczan! Stracono go w Żywcu: „Naprzód mu dwa pasy na plecach udarto i dwie ręce ucięto, a na ostatku żywo na haku jako hetmana powieszono”. Przed śmiercią zbójnik prosił swego spowiednika ks. Jana Urbanowicza o wpisanie go do… Bractwa Różańcowego! Prośbie skazańca stało się zadość.
Największy teren, jak się wydaje, penetrowała kompania Proćpaka z Kamesznicy, bo aż od Trzciany (słow. Trstena) na Orawie po Frydek-Mistek w Czechach. O tej kompanii głośno było…..tu i ówdzie w krajach na Śląsku, w Polsce i po Orawie, w Węgrach.” Zbójnicy Proćpaka penetrowali zwłaszcza Górną Orawę. Wiadomo nawet, że ofiarą pierwszego napadu dokonanego przez jego kompanię padli w okolicach Półgóry (słow. Oravska Polhora) domokrążcy idący z Węgier do Polski z towarem. W ręce sprawiedliwości trafił harnaś podczas obławy zorganizowanej w całym przygranicznym terenie. Stało się to jak w zbójnickiej legendzie, przez frajerkę, wdowę Barbarę Sołtyskę, która przez nieostrożność zdradziła przysięgłemu z Milówki miejsce schronienia Proćpaka. Kompanów Proćpaka niejakiego Bulkę i Jarco, wydał Michał Jurasz, u którego zbójnicy ci ukrywali się na polanie Przysłop. W sumie w wyniku wspomnianej obławy oskarżonych zostało około 150 osób odpowiadających przed sądem za uprawianie zbójnickiego rzemiosła i współdziałanie ze zbójnikami. Zapadło 28 wyroków śmierci, 70 skazań na ciężkie więzienie, 100 na chłostę, zaś czterech dezerterów odesłano do macierzystych jednostek.
Ciekawą postacią był niejaki Maciej Klinowski, sołtys Trzciany na Orawie i zbójnik w jednej osobie. Jego dzieje zdecydowanie odbiegają od utrwalonego w folklorze słownym obrazu zbójnika, który powinien napadać tylko bogatych, szanować kościoły i duchownych, nie zabijać bez potrzeby. Tymczasem ofiarą napadów kompanii Klinowskiego padali także chłopi i księża. Tak np. zbójnik napadł i pobił do nieprzytomności księdza Wojciecha Borowicza w Rabczycach. Zrabował nawet, schowane u swojego syna Mateusza, kosztowności Grzegorza Torysińskiego, administratora Łodygowic, organizującego chłopskie oddziały powstańcze do walki ze Szwedami. Był też na usługach właścicieli orawskiego „państwa”, protestanckich Thurzonów. Największym jego wyczynem był napad w grudniu 1655 roku na króla polskiego Jana Kazimierza, który wracał ze Śląska do okupowanej przez Szwedów Polski. Trasa podróży wiodła przez węgierską Orawę. Królowi towarzyszył nuncjusz papieski Piotr Vidoni, kilku senatorów i oddział 300 jeźdźców. Zbójnicy zabrali wszystkie kufry i skrzynie tak, że król z nuncjuszem i dworzanami jechał dalej na pustych wozach. W 1656 roku, w czasie „potopu” szwedzkiego, dziekan żywiecki ks. Stanisław Kaszkowic, organizujący na Żywiecczyźnie chłopskie oddziały do walki z okupantem zwerbował Klinowskiego na służbę króla JMci polskiego i postąpił samemu jako wodzowi 50 zł, a jego pachołkom, góralom i innym, co ich zaciągnie z strzelbą dobrą na miesiąc po złotych 12 każdemu. Na służbę królewską zbójnik zaciągną! się dlatego, że oprócz żołdu spodziewał się łupów wojennych.
Obok sławnych kompanii dowodzonych przez równie słynnych zbójnickich hetmanów działały też inne mniejsze i mniej głośne towarzystwa. Do takich niewielkich grup zbójnickich należało np.towarzystwo Jurka Balcerzyka, którego o rozboje sądzono w Żywcu 9. lutego 1601 roku, Wojciecha Paszkowego z Rajczy straconego 7. listopada 1618 roku w Żywcu, Kuby Cyganika z Koconia, sądzonego 10. lipca 1624 roku w Żywcu, Malchera Talika z Gilowic, którego na górze Grójcu w kolo wpleciono 21. listopada 1694 roku. Tego typu grupy często wbrew zbójnickiemu” równaniu świata” napadały także na zwyczajne chałupy i szałasy. Tak np. Piotr Radwan z Cięciny, harnaś dwunastoosobowej kompanii, skazany na śmierć w Żywcu i stracony 3. lipca 1608 roku obłowił się na szałasie w Rajczy …czterema owczymi serami, zaś niejakiemu Klimkowi sądzonemu w Żywcu 4. maja 1622 roku po rabunku jednego z szałasów dostała się tylko… kromka chleba z masłem.








